- Biurko, podobnie jak gitara, z którą tata przez ostatnie lata życia koncertował było prezentem od mamy. We wrześniu 1995 przyjechaliśmy do Zachodniej Australii i osiedlili w Perth. Dwa miesiące później dom już był, teraz trzeba go było jedynie urządzić. Tata obwoził mamę po sklepach z używanymi meblami - na nowe nie było nas stać, bo zasoby bardzo się skurczyły. Przy okazji tych wędrówek, zaglądali też do zwykłych sklepów - co szkodzi pomarzyć? - czytamy w opisie przygotowanym przez córkę artysty, Patrycja Volny. - Któregoś dnia trafili do sklepu "zwykłego", ale bardzo niezwykłego : z meblami indonezyjskimi - i cały rozsadek poszedł w zapomnienie. Mama "zakochała się" w pewnym stole, tata w biurku. Biurko zamieszkało w naszym domu w Perth. Później w domu taty w Two Rocks, po czym - zgodnie z jego wola, wyrażona w testamencie - zabrałam je do domu w Craigie, gdzie wspólnie z mamą mieszkaliśmy. Potem, w ramach naszej przeprowadzki, powędrowało 3 tys. km na wschód, do Adelajdy. Często się zastanawialiśmy, czy mamy moralne prawo je zatrzymać. Uważaliśmy, ze powinno w jakiś sposób trafić do narodu - lecz w jaki? Wreszcie olśnienie: WOŚP! Powiedziałam o tym mamie, która radośnie pomysłowi przyklasnęła.
Zastrzeżenia odpowiedzialności
Podziel się:
Komentarze mogą dodawać wyłącznie osoby zalogowane.
Jesteś niezalogowany:
zaloguj się /
zarejestruj się
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Senior.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Komentarze niezgodne z prawem i Regulaminem serwisu będą usuwane.